Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Yaoi Note

Rozdział VI, Przeszłość.

A więc wciąż żyję! I mam nową notkę. Kurczę, w ogóle nie mam weny ostatnio, wyplułam tę notkę i jak na razie nie zanosi się, żebym wyszła poza notkę siedemnastą, która poczeka sobie u mojej bety, aż ją opublikuję.
Kolejna wiadomość do Amadeo: Człowieku, masz nasrane. xD Przestań męczyć!
Acha i do..ee...Sweedey. Kurczę, nie wiem, co konkretnie chciałaś mi powiedzieć, ale nie zrozumiałam. Twoój komentarz naprawdę nic mi nie powiedział, ale dzięki za troskę. xd
To chyba tyle.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Squalo nie dotrzymał danego słowa. Znów zniknął, bez żadnego ostrzeżenia, zapowiedzi. Po prostu nie zjawia się. Nie było go już od dwóch dni, a przy okazji wcale nie zanosi się, żeby miał się pojawić. Jestem wściekły. Martwię się, choć nie mam do tego podstaw. Nie wiem, co się dzieje. Ja w ogóle nic nie wiem.
~*~
Jedyną przyjazną duszą okazała się Faith, która prawdopodobnie za cel życia wybrała sobie umilanie mi czasu, choć sama wyglądała, jakby miała w każdej chwili umrzeć na zawał. Nie pytam, co się dzieje z jej bratem. Ona sama też o tym nie mówi. Jest tak do niego podobna, że chwilami wydaje mi się, że jej bliźniakiem jest nie tylko Yukihito, ale i Squalo. Dobrze jest mi spędzać z nią czas. Zazwyczaj była cholernie rozgadana, ale ostatnio nikt nie jest rozmowny. Nawet Shun, który czasem wpada do mnie, z towarzyszącym mu jak cień Yukim. Ogólna atmosfera jest, że tak ładnie powiem grobowa. Każdy ma swój powód. Ja, bo moje zaufanie zostało zawiedzione. Faith, bo... Nie wiem, niech wam sama powie. Yuki, bo nie wie, co ma zrobić, żeby Shun wreszcie go zauważył. A Shun, bo nie wie, co ma zrobić, żeby Yuki go zauważył. Co za banda popieprzonych stworzeń, no jak babcię kocham (bo piecze bardzo dobre ciasteczka). Jest cicho. Jest spokojnie. Jest źle. Jest pusto. Dobra, popadam w paranoję. Faith ustawia domek z kart. W sumie, nie mogę nazwać tego domkiem, bo właśnie odpakowała trzecią talię kart. Jej ruchy nie robią nawet najmniejszego wiatru, więc bez problemu dodaje kolejne karty do konstrukcji. Nie proponowałem pomocy, bo wiedziałem, że szczytem moich możliwości byłoby przeszkadzanie, więc siedziałem, tylko obserwując, jak chodziła dookoła wieży z roztargnieniem na twarzy.
-Co się stało? - Zapytałem w końcu, nie mogąc poskromić ciekawości. - Dlaczego go nie ma? Dlaczego nic nie mówisz?
-Martwię się. - Odpowiedziała krótko, nie zwracając się nawet w moją stronę.
-Dlaczego? - nie odpuszczałem.
-Bo świat jest okrutny, a te skurczybyki z tvn zdjęli z anteny mój ulubiony program. - Przewróciła oczami. - Wyluzuj, Squalo niedługo wróci. Czasem po prostu musi też załatwić swoje sprawy.
Poczułem się, jak zaborcza baba przed ślubem. Chciałem, żeby Squalo był tylko dla mnie, żeby nie odchodził nawet na chwilę. Naprawdę byłem aż takim egoistą? Chociaż mniejsza o to, on i tak jest większym.
-On ci nic nie powiedział? - spojrzała na mnie wreszcie. - O tym oszołomie, który próbuje sprzątnąć was obu?
-On mi nigdy nic nie mówi. - Na powrót zrobiłem minę obrażonego pięciolatka. - To denerwujące.
-To twoja wina. - Faith wyszczerzyła się po raz pierwszy od dłuższego czasu. - Woli nie mówić ci niczego, bo za bardzo trzęsie portkami, że coś zrozumiesz po swojemu i znów każesz mu spadać.
-Ale ja przecież nigdy... - Zacząłem, ale zaraz przerwałem, widząc jej znaczące spojrzenie. - Wtedy to była jego wina.
-Nic nie zrobił specjalnie.
-No teraz go będziesz bronić?! - założyłem ręce. - Super.
-Nie widziałeś go wtedy... - Faith zrobiła dziwną minę. - Wyglądał jak kupka nieszczęść. Ostatni raz tak źle z nim było, jak rzucił go ten ciota, Yas... - Nagle urwała z przerażeniem w oczach, a wieża z kart posypała się na podłogę. - Cholera.
-Kto? - Ożywiłem się.
-Ja i moja niewyparzona gęba... - Warknęła do siebie. - Nic nie słyszałeś, o niczym nie wiesz. A jak wiesz, to nie ode mnie.
-Powiedz coś więcej. - naciskałem. Ciekawość to cecha, która popycha naprzód, z tego, co widzę.
-To przeszłość Squalo, jego pytaj. - Zaczęła zbierać karty z podłogi. - Ja tak właściwie sama nie wiem, jak to było.
-Co było? - Usłyszeliśmy od lustra, przy którym stał Squalo, patrząc uważnie na Faith, która zamknęła na chwilę oczy i wzięła wdech, słysząc, że tutaj jest.
-Skąd się tutaj wziąłeś? - Zapytałem unosząc jedną brew do góry.
-Z domu. - Uśmiechnął się cwaniacko i wzrokiem przekazał Faith krótkie "czemu on się kurwa tak na mnie gapi?".
-Dobra, chłopaki, zostawiam was samych z waszymi problemami emocjonalnymi. - Blondynka wzruszyła ramionami i prześlizgnęła się obok brata, by zniknąć w lustrze.
Wskazał kciukiem w miejsce, gdzie zniknęła jego siostra i spojrzał na mnie pytająco. Machnąłem ręką, że nie warto o tym mówić i wyciągnąłem ręce w jego stronę. Natychmiast znalazł się przy mnie i mogłem się w niego wczepić.
-Słyszałeś całą rozmowę, prawda? - Mruknąłem narkotyzując się jego zapachem. Naprawdę, to lepsze niż grzybki halucynki. - Nie złość się na Faith. To ja jestem taką dociekliwą mendą.
-Przecież wiem. - Usłyszałem, że się śmieje.
-Ale to tylko dlatego... - otworzyłem oczy i położyłem głowę na jego ramieniu. - Że ty nic mi o sobie nie mówisz.
-Trudno o sobie opowiadać, kiedy się wie, jaka może być reakcja drugiej strony. - Westchnął, chuchając mi w ucho. - Byli i tacy, co uciekali z krzykiem.
-Chyba mnie nie doceniasz. - Ścisnąłem go mocniej. Mój demon. Tylko mój. A jak ktoś się zbliży, to będzie krwawo. - To co, wyjaśnisz mi kto cię "rzucił"?
Zesztywniał. Odczepił mnie od siebie i podniósł się. Kiedy znów na mnie spojrzał, jego oczy były pomarańczowe. Wyglądał, jakby był chory. I przygnębiony.
-To było dawno. -Zaczął. - Kiedy po raz pierwszy, zamiast kolesia zabić, zacząłem z nim gadać. Nie miał stróża, więc był łatwym celem. Ale on miał w sobie coś takiego, że zaczął mnie interesować. Zamiast go zabić, zostałem prywatną niańką.
Chciałem zrobić durny komentarz, ale uznałem że to by było nie na miejscu.
-Był dla mnie ważny. - Powiedział bezuczuciowo. - U niego to było chwilowe. No tak, w końcu był młody, miał wszystko. Po co mu był dodatkowy problem? Ja sam byłem wtedy nauczony, że ludzie są po to, żeby ich zabijać, a nie się z nimi kumplować. Mi było trudno, jemu było trudno. I skoczył w bok, tym samym chcąc mi powiedzieć, że to koniec.
Chciałem go przytulić, pogłaskać i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze (co ja biorę, do cholery?), ale wiedziałem, że to nie czas.
-Niby taki drobny wyskok, było, minęło i nie ma. Ale nie umiałem... nadal nie umiem zapanować nad zazdrością. Zabiłem go. - Spojrzał na mnie coraz ciemniejszymi oczami. - Prędzej, czy później bym go zabił. W ogóle to jakoś tak beznadziejnie wyszło.
-Co było dalej? - Ponagliłem go, gdy nie kontynuował przez dłuższą chwilę.
-Mi to przyniosło korzyści. Każdy demon, który zabije bardzo ważną dla siebie osobę się zmienia. Ja jako istota cholernie ciekawska odkryłem chyba wszystkie tajemnice jak-stać-się-fajnym Wujka samo zło. No i przyokazyjnie zrobiłem się trochę lepszy od całej reszty hołoty moich kumpli po fachu. - Dodał w zamyśleniu. - Wiesz, teraz jak na to spojrzeć, to już nawet mnie to nie rusza.
-Kim był ten chłopak? - Zapytałem.
Już nawet nie chodziło o to, że Squalo miał kogoś innego. Teraz zaczynałem się już domyślać, gdzie jest haczyk.
-Już się domyśliłeś, nie? - Westchnął. - Właśnie dlatego twój nauczyciel tak mnie nienawidzi i właśnie stąd miał książkę. Po tym, jak wkopałem siebie i przy okazji i swoje rodzeństwo, stale nas pilnuje. Teraz go zapewne szlag trafia, że nie może się mnie pozbyć. W końcu zabiłem jego młodszego braciszka.
Nie odzywałem się.
-Czyżby twoja bajkowa wizja została zburzona? - Dobijał. - Sam chciałeś to wszystko wiedzieć. Ja ci tylko powiedziałem.
Nadal nic nie mówiłem, tylko zastanawiałem się.
Ciekawość zabiła kota. Albo raczej dociekliwą mendę w tym przypadku.
~*~*~*~*~*
Dedykowane Amadeo (ty łachu jeden xd) i Ozzi vel. Pajcioch vel. Sato i vel. Yoko Nagai (agentka o stu twarzach...).
Ave Satan. xd

Książę 18/02/2010 21:46:24 [komentarzy 20] Naśmieć. xD


Demon w Lustrze.
Rozdział I, Kara
Rozdział II, Lustro
Rozdział III, Ciemność.
Rozdział IV, Strach.
Rozdział V, Szczęście.
Rozdział VI, Walka
Rozdział VII, Burza.
Rozdział VIII, Zdrada.
Rozdział IX, Koniec.
Rozdział X, Spotkanie.
Rozdział XI, Untitled.
Rozdział XII, Książka.
Rozdział XIII, Nowi.
Rozdział XIV, Noc.
Rozdział XV, Więzi

15458 | Księga | Dodaj do księgi | Fav

O mnie i postaciach

Postacie

Oto Książę:
A teraz opiszę siebie w trzeciej osobie. (podobno mam rozdwojenie jaźni xD), więc opowie Prince, a Książę doda komentarze. łapiecie, nie? xd
Więc Prince jest... No dobra, jest wredną małpą. xD Nałogowo słucha wszelkich odmian rocka i metalu a także J-rocka. Nie trawi zmierzchu, a przeczytała ten shit tylko dlatego, że musiała wiedzieć, czym tak się wszyscy podniecają. Uwielbia krwawe animce, lubi rozmyślać o tym, jak fajnie byłoby, gdyby ludzkość wymarła i opowiadać kawały. Ponadto lubi też znarkotyzować się gumką do ścierania, nie może żyć bez kawy, bo rzadko sypia po nocach (aktualnie jest 3.35, fajnie nie? xD). Zwykła, wielbiąca Rammsteina i jego zboczone teledyski, popadająca w alkoholizm dziewczyna, która zazwyczaj pisze lub rysuje w nocy (nie wiedzieć czemu) całkowicie oddana swoim glanom (lewy to Hans a prawy Vladimir) i uwielbiająca się kłócić. Utrzymuje stałe kontakty z niejakim Pajciochem vel Sato vel Yoko Nagai vel Ozzi, przez co popada w jeszcze większy popierdolizm. Ale jest fajnie, nie? xD
No i standardowe, czułe "spierdalaj" dla każdego, kto ma jakieś wąty do mojej skromnej osoby. ^^


Archiwum

2010
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień


Ulubieni











_______________
Przy szablonie pomagła Niewidzialna A graficzkę strzeliła Prince. xD Szablon przystosowany do Mozilli! W explorerze robi się dupa. ._.